
2009 |
together through life
W pytke, wreszcie się przeprowadziłem. Czuję, jakbym dopiero teraz przyjechał do Krakowa tak naprawdę. Patrzę na bałagan przewiezionych rzeczy, chcę je wyrzucić. Tak mało ważnego zostaje. Nic prawie nie zostaje, tylko miasto. I należności czasami, głównie zaś zobowiązania. Leczę się skutecznie z autyzmu, bierności i skłonności do izolowania się w ciemnych kątach pokoju przez całe lata. Ale odruchy księgowego mi się nasilają. Jak ja lubię wpisywać w tabelki wydatki i przychody, nie mam lepszego zajęcia dosłownie. I narcystyczne nawyki się nasilają. Te same, których tak nie lubię u innych. W całym syfie i małostkowości naszej powszedniej, cud życia uderza wieloma kanałami. Słucham Dylana i Rolling Stonesów w samochodzie, uśmiechnięty od ucha do ucha, cytując w chwilach opamiętania myśl klasyka: „Powoli, bo sie rozpierdoli”. Wyczuwam szansę na złote czasy, mam tylko nadzieję, że mnie wkrótce szlag nie trafi.
.
Już wydawało mi się,
że wszyscy bez wyjątku zmienili się w ostatnich latach w
nastawionych na sukces sprinterów. Ale pojechałem do małego
miasteczka, w którym spędziłem dzieciństwo. To wzorcowa
galicyjska miejscowość, wyjęta wprost z wyobraźni starych
nowojorskich Żydów. Swoją drogą na wakacjach mieszkaliśmy właśnie w dawnym getcie, w domu rzeźnika, przygotowującego przed wojną koszerne mięso.
Powolne, ciche życie
trwa tam bez zakłóceń. Ludzie ciągle chodzą do kościoła,
składają sobie śluby i przesiadują na ławkach w parku. W centrum
nie brakuje miejsc parkingowych, a frytki można dostać podane w ten
sam sposób co 20 lat temu. W dodatku w tej samej budce. Byłem zachwycony: kasztanowce i tulipany
rozkwitają, od cukierni do cmentarza spacerujesz pustymi ulicami. Oczywiście nie wytrzymałbym tam dłużej niż dwie godziny.
.
Samochód, zakupiony w ramach programu operacyjnego „obecność i uczestnictwo”, staje się bardzo oddanym przyjacielem. Czas wykorzystać spostrzeżenie, że już co najmniej od trzech pokoleń cywilizację buduje się dla kierowców. Pędzę autostradą w deszczu słuchając muzyki z „Into the Wild”. Mało myślę o przyszłości, i przeszłość też odzwyczaiłem się rozważać. Z ostatnich 10 lat najlepiej pamiętam patrzenie się w białą ścianę. W gruncie rzeczy tylko to zajęcie przyniosło efekt, tylko ono nie poszło na marne.
. Dokuczają zakwasy po meczu piłki
nożnej, jaki urządziliśmy sobie ze starszymi facetami. Starszymi,
czyli takimi jak ja. Eh, dziesięć lat temu, jak miałem te 11, 12
lat, przeżywałem szczyt sprawności - byłem najszybszym i
najbardziej wytrzymałym chłopcem w klasie. Ten szczyt, jak każdy
szczyt, przeminął. Chwileczkę, nie dziesięć, tylko... mój Boże
dwadzieścia, to było dwadzieścia lat temu! Znów mam powód do
utyskiwań. Mruczę o tym, jak czas mija coraz szybciej. Z uśmiechem i niejasną intencją ukochana wypala:
shopping
Zrobiłem listę zakupów: -pumeks,-toner do drukarki, -karta telegrosik, -samochód. Waham się nad wielkością i kolorem pumeksu. Nie wiem, czy kupić toner oryginalny czy zamiennik, ani na jaką kwotę nabyć kartę. I tylko z samochodem poszło gładko ;)
kondycja wiecznego opóźnienia
Sycylia nie rozczarowała: kokietuje pięknym upadkiem, estetyczną biedą. Barokowe kościoły stoją w ruinie równej zabytkom antycznym. Trzysta lat czy dwa tysiące od okresu świetności – na jedno wychodzi. W Palermo mieliśmy pecha do spania i jedzenia, udzielał się też stres z powodu szalonych kierowców, dla których dzień bez stłuczki to dzień stracony. Odpychające i surowe, nieprzyjazne miasto, w którym wieczorami drzwi pozamykane są na cztery spusty, a coraz ciemniejsze zaułki wiją się w nieskończoność. W Erice też było średniowiecznie i mrocznie, wszystko niknęło we mgle, a cichy skowyt kundli podkręcał atmosferę. O poranku zmieniło się wszystko – oto obudziliśmy się na szczytach w błękicie, z cudownym widokiem na całą wyspę. Najlepsze były ciche Cefalu i Syrakuzy, tam można by zamieszkać. Spacerować obok ospałych kotów i psów, leżących plackiem na kamieniach, popękanych od starości i słońca. Pozostaje zagadką, z czego żyją mieszkańcy. Przed sjestą nie opłaca się jeszcze niczego otwierać, a po sjeście pracować już nie ma sensu. Rozwieszają więc pranie gdzie tylko się da, na sznurkach, kablach i drutach zawiązanych na chwilę 30 lat wcześniej, zdradzając podobne do naszego zamiłowanie do prowizorki. Życie pod wulkanem nie musi być specjalne. Byliby dekadentami, gdyby im się chciało. I gdyby wiedzieli, co to takiego. A jeszcze gdyby mogli na tym zarobić...
.
Kiedy patrzę w jej oczy zastanawiam się, czy tym razem powie mi „kocham cię” czy „spierdalaj”. Ona też się zastanawia. Co powie.
I fought against the bottle, but I had to do it drunk - Bawi cię zagadywanie taksówkarzy podczas jazdy? Wyglądasz wtedy, jakbyś była nimi zafascynowana. - Bo jestem.- Przyznaj się, że zapisujesz te rozmowy. - Nie... chociaż muszę ci się przyznać, że prowadzę bloga. - Ja też mam bloga. - … eee... ale ja żartowałam, tak naprawdę uważam że prowadzenie bloga to obciach. Eee... Co nie zmienia faktu, że tego samego dnia założyła bloga. Zrobić to w 2009 roku to doprawdy przejaw... hm... to jakby zacząć dopiero oglądać drugą serię „Losta”. Albo wysyłać listy Pocztą Polską. Albo grać na commodore 64.
2009 wiec drazylem korytarze slepo bladzac w lepkiej ziemi
2008
Trzeci raz z rzędu spędzę Sylwestra w pracy, co przypomina mi, że mija bardzo udany rok... zawodowo. Sporo projektów, wrażeń w cholerę. Zarabiałem dużo, jak na mnie, wydawałem relatywnie dużo, wreszcie traciłem dużo. A emocjonalnie, cóż, nastąpił wodospad uczuciowy, przypieczętowując ostateczny koniec młodości. Podczas której nauczyłem się przecinać węzły gordyjskie. Aż sam stałem się dla kogoś węzłem, który musiał zostać przecięty. Więc dostałem na trzydziestkę dwa duże prezenty: wypowiedzenie od narzeczonej, i nieciekawą diagnozę od lekarza. Medycznie jest już chyba ok, zostały tylko blizny. Gorzej, że długoletnia przyjaźń, która zmieniła się kiedyś w miłość, jeszcze później zmieniła się w nic. Nic. Stać się w oczach ukochanej obcym i przeszkodą – nie życzę nikomu. Patrzeć, jak znajduje błyskawicznie swoją p r a w d z i w ą rodzinę – również nie życzę. Nowych wniosków nie ma żadnych, wszystko już przerabiane. Zaletą dostania kopa w dupę jest to, że można polecieć do przodu.
|
|
|